Radzio

r    Radek Bach

Kiedyś…

Realizator dźwięku. Akustyk. Gałkolog. Czy jak to tam się jeszcze nazywa. Przy okazji „świetlik”, czyli realizator światła. W branży od łooooooo… czyli od roku 1994.

Zaczynałem jeszcze wcześniej, jako „dj” na szkolnych dyskotekach, ale to się nie liczy 🙂

Pierwsze „poważne” realizacje to były występy dziecięcego zespołu pod nazwą „MiniGala Piosenki biesiadnej”. Do dyspozycji miałem powermikser, 4 mikrofony, odtwarzacz CD. I całe 200W „na stronę”. Wow.

Z Minigalą zjeździliśmy całą Polskę, a także kawałek Litwy.

Potem przyszła pora na trójmiejskie firmy: FlashLights (tu akurat światło) i SL Sound. W tej ostatniej ładnych parę lat – to tu nauczyłem się zasad pracy na dużych scenach. z SL robiliśmy chyba wszystkie polskie zespoły – był to okres działalności Sceny Muzycznej LG – dwa miesiące, każdy weekend trzy dni koncertowe, po dwa-trzy zespoły dziennie. I tak ze trzy sezony.
To była dobra szkoła. Noszenie odwrotek, zwijanie kabli, opinanie sceny. Dopiero po kilku sezonach zająłem miejsce za monitorówką, gdzie spędziłem chyba najwięcej czasu z całego okresu w SL.

I właśnie w SL Sound uczyłem się pierwszej cyfrowej konsolety (M7CL, którą lubię do dziś), w SL uczyliśmy się wszyscy, jak wieszać i obliczać systemy liniowe Nexo: GeoT i GeoS. Lekcje bezcenne, punktują do dziś.

Dalej było trochę freelancerki a potem następny ważny etap: Klub Żak w Gdańsku. Kolejna solidna porcja nauki. Tym razem trzeba było ogarnąć teatr (co było w miarę proste – jeden lub dwa odtwarzacze, czasem trio na żywo) i jazz. To już była nowość całkowita. Człowiek przyzwyczajony do głośnego rockowego grania, a tu fortepianik, saksofonik, bębenki… Inny świat. W Żaku doszlifowałem umiejętności realizatorskie. Współpraca z czołówką polskiej sceny jazzowej  i całkiem sporą liczbą jazzmanów zagranicznych okazała się kolejną bezcenną dawką wiedzy. Była to też całkiem niezła szkoła „ogarnięcia się” – większość koncertów była robiona jednoosobowo. Trzeba było sobie opiąć dwa albo trzy zespoły, zrobić próby i zagrać wykon z przepinkami – samemu!. A na początku była do dyspozycji „zerojedynka” i klasyczny system, czyli „drewno”… Dopiero po paru latach pojawiła się M7CL i Nexo GeoS, gdzie można było sobie spacerować z iPadem i robić monitory ze sceny 🙂

Firma:

Pomysł założenia własnej działalności w branży estradowej chodził za mną od zawsze. W zasadzie od pierwszych imprez dręczyła mnie myśl o takim przedsięwzięciu. Przez 20 lat przybierało to różne formy i nazwy, aby wreszcie okrzepnąć pod nazwą Multilight Event Engineering. W dyspozycji mam swoje własne światło i nagłośnienie, jednak najwięcej pracy mam jako realizator pracujący dla firm nagłośnieniowych, stąd też wypożyczalnia działa okazyjnie, a sprzęt wyjeżdża jako uzupełnienie moich realizacji. No i oczywiście działalność potrzebna jest, aby móc wystawić fakturę, jeśli zleceniodawca sobie zażyczy.

Dziś:

Przede wszystkim zlecenia od zaprzyjaźnionych firm. Jest paru stałych zleceniodawców, zdarzają się pojedyncze zlecenia od innych firm. Czasem odezwie się jakiś zespół. Ale cały czas jest coś nowego, nowe wyzwania, nowe doświadczenia. Wyznaje zasadę, że z nikim nie podpisuję cyrografu na wieczność i z nikim się nie kłócę – pracuję dla każdej firmy, która ma odpowiednie warunki „pracy i płacy” 🙂